Z dnia na dzień, coraz bardziej słabnę. Moja samoocena, samopoczucie, po prostu wszystko leci w dół. Jestem wyczerpany. Najgorsze jest to, że w tym wszystkim czuje się kompletnie sam...
Mówiąc, że jest OK oszukuje sam siebie. Może to jedne z wielu chwilowych załamań (oby), lecz chyba już raczej popadam w depresje. Najchętniej zamknąłbym się w pokoju i nie wychodził. Być może jestem głupi i słaby, ale chyba nigdy nie czułem się gorzej. Po prostu już z tym wszystkim sobie nie radzę...
Czuje, że nikt się mną już nie przejmuje, jestem bezradny, mam dość wszystkiego...
Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę w takiej sytuacji. JA?! Ja, który brnąłem przez marzenia, nie zważając na nic, miałbym się poddać przez taką błahostkę?! Jak widać nie jestem na tyle silny, żeby bez wsparcia innych robić wszystko sam. Jak tylko zbiorę trochę odwagi i próbuje zasugerować komuś, że jest ze mną źle, to właśnie takie odpowiedzi dostaje. "Ty, TY nie dasz rady?!" I dostrzegając brak empatii po prostu pisze, że dam. Choć w głębi siebie zamykam się coraz bardziej. Czy to takie dziwne, że raz na jakiś czas, JA też potrzebuję pomocy? Niestety, już chyba nie mam odwagi o nią prosić.
Nikt nie dostrzega co się ze mną dzieje, albo raczej co się we mnie dzieje. Spowita uśmiechem skorupa, tak naprawdę w środku jest coraz bardziej pusta, ale przecież jak to się mogłoby stać mnie, MNIE któremu udawało się pokonać każdą przeszkodę?! Jak widać mogło... Sam nie wiem czemu i przez co... Nie jestem Bogiem, tylko on jest idealny. Ja jestem po prostu człowiekiem, głupim nastolatkiem, który też czasem potrzebuje pomocy i wsparcia.
Zastanawiające, jest tylko czemu moi rodzice, którzy są praktycznie cały czas przy mnie niczego nie widzą? Czy nie przyszło im nigdy na myśl, że u mnie też może być źle? Pewnie nawet nie dopuszczają takiej wiadomości do siebie... Przecież zapewniają mi jedzenie, picie, ubrania, książki... Lecz to nie jest wszystko. Wystarczyła by odrobina uwagi. Nie jestem na nich zły. Robią co mogą, żeby dać mi to co wg nich najistotniejsze.
Przychodzi mi na myśl cytat z piosenki K. Bednarka "Oni słuchają, lecz nie słyszą[...] Oni patrzą, lecz nie widzą[...]"
Czy naprawdę tak trudno zauważyć, że nie jestem już tą samą osobą, co jakiś czas temu?
Popadam w monotonność Dom - szkoła - sen, dom - szkoła - sen.
NIE mam czasu na nic, nikt NIE ma czasu na mnie... I kiedy mówię, że jest super, wszyscy bez zastanowienia ślepo w to wierzą. Może tak jest im łatwiej...
JA NIE MAM ODWAGI TEGO POWIEDZIEĆ, ONI NIE MAJĄ ODWAGI TEGO ZOBACZYĆ...
~zwyczajny marzyciel