poniedziałek, 10 marca 2014

Na Festiwalu Filmowym...

Moja przygoda z Gdyńskim Festiwalem Filmowym zaczęła się już od samego rana,
pokazem filmu Agnieszki Holland pt. „Gorejący Krzew”. Po projekcji odbyło się spotkanie z reżyserką. Miałem okazję samemu zadawać pytania, lecz na szczęście to dopiero początek mojej przygody.




Najpierw udałem się ze znajomymi na kolejne spotkanie z reżyserką, tym razem filmu „Bejbi blues” – Katarzyną Rosłaniec. Nie mogliśmy dłużej zostać, lecz nie mamy powodów do smutku. W tym samym czasie odbywała się publiczna rozmowa z Krystyną Jandą, co uznaliśmy za ciekawszą atrakcję. Nie żałujemy wyboru, ponieważ słowa pani Krystyny, wzbudziły w nas potrzebę dogłębnej interpretacji filmu. Wyjaśniła jak powinniśmy odbierać film, i po prostu jak go oglądać, żeby nie patrzeć, lecz widzieć.
Kolejnym udanym etapem w naszej przygodzie, okazał się Teatr Muzyczny. Co chwilkę przechadzał się tam jakiś aktor bądź aktorka. Tyle zdjęć ile wtedy zrobiłem, sobie z wszystkimi sławnymi osobami, nie robiłem przez kilka miesięcy. Najciekawsze postacie to m.in.: Andrzej Chyra, Olga Frycz, Janusz Chabor, Ewa Ziętek i oczywiście Agnieszka Holland. Nasza radość po prostu jest nie do opisania. Możliwość przeżycia takiego czegoś, jako zwykli, przeciętni ludzie jest po prostu cudowna.

Zbliżało się kolejna publiczna rozmowa z aktorką. Tym razem była to p. Grażyna Szapołowska. Bardzo barwna i sympatyczna osoba. Z pozoru wydawać się może, że jest bardzo zarozumiała, lecz to tylko pierwsze odczucia. Również podzieliła się swoim zdaniem na temat filmu, które stworzyło nam całość z wypowiedzą p. Jandy. Po rozmowie poprosiliśmy ją o zdjęcie. Choć na początku nie chciała się zgodzić, udało nam się ją namówić. Gdy już pozowaliśmy do fotografii, stresowani z radości i emocji, p. Szapołowska zaczęła z nami rozmawiać. Przy sporej grupie ludzi, nie zwracając na nich uwagi po prostu ze mną rozmawiała! Ignorowała wszystkich innych, by porozmawiać ze MNĄ!  Poprosiła nawet swojego partnera, aby też jej zrobił na pamiątkę zdjęcie z nami. Po raz kolejny cieszyliśmy się bardziej niż kiedykolwiek, myśląc, że mocniej się nie da.

Ostatnia, najbardziej emocjonująca i zapadająca w pamięci część naszej przygody zdarzyła się wieczorem. W oczekiwaniu na kolejne gwiazdy festiwalu, tuż przed ceremonią wręczenia nagród, wydawać by się mogło, że nic nowego się nie przydarzy. Co jakiś czas przejdzie sobie aktor/aktorka, my poprosimy o zdjęcie, a potem dalej będziemy czekać. Lecz wtedy los nam sprzyjał. Sam nas pchał w stronę tych osób, gdzie nie poszliśmy spotykaliśmy kogoś sławnego. Tym razem również szczęście nas nie opuściło, wręcz przeciwnie obdarowało nas potrójną porcją. Spotkaliśmy kolejnego aktora, tym razem młodego - Mateusza Banasiuk (lecz nie w tym nam los dopisał). Rozmawiając z nim, nie świadomie weszliśmy do środka strzeżonego hotelu, w którym przebywali wszyscy goście GFF. Był to dla nas raj na Ziemi. Na zewnątrz budynku tłum fanów i obserwatorów, przed wejściami pełno ochroniarzy, a w środku masa aktorów i MY. Nie wątpliwie, była to najlepsza chwila w naszym życiu. Czuliśmy się bardzo ważni, docenieni i przede wszystkim odważni. Choć oni żyją w zupełnie innym świecie, przez chwilę mogliśmy poczuć się jakbyśmy tam byli. Nie wiedzieliśmy, w którym stać miejscu, ponieważ wszędzie działo się coś fajnego. Trafiliśmy na mini bankiet przed rozdaniem nagród. Nie myśleliśmy o niczym innym, tylko o tym co działo się teraz. Moglibyśmy być tam zawsze. To cudowne uczucie jest nie do opisania żadnymi słowami. To wydarzenie inspirować może nas teraz do czego tylko chcemy. Jeśli takie uczucie ma nam towarzyszyć w pewnych momentach życia, musimy wiele przeszkód pokonać. Jeśli będziemy na to ciężko pracować, druga strona lustra, okaże się bliższa niż  może  się wydawać. Nasza przygoda zakończyła się wtedy, gdy wszyscy aktorzy przeszli przez czerwony dywan prosto do Teatru Muzycznego.
Dopiero po powrocie do domu uświadomiliśmy sobie jaka piękna przygoda nas spotkała i jak wielkie mieliśmy szczęście. Nigdy wcześniej nie czuliśmy się tak ważni jak w tamtej chwili. Trafiłem nawet do TVN co za tydzień. Mój album wzbogacił się o ok 30 nowych fotografii, a do kolekcji autografów przybył nowy zeszyt :) 

Podczas tej przygody, którą spokojnie mogę zaliczyć do najbardziej udanej w 2013 roku mogę jeszcze dodać kilkukrotne przejście przez czerwony dywan :) Wszystko szło jak z płatka, dopóki po pewnym czasie ochroniarze zorientowali się, ze wcale nie powinienem być w tym hotelu :) Choć do września jeszcze dużo czasu już nie mogę się doczekać festiwalu w tym roku :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz